niedziela, 14 lutego 2016

Murzasichle, czyli ferie 2016

...inaczej być nie mogło... Murzasichle musieliśmy odwiedzić :) Kuba oczywiście pojechał chory, na antybiotyku... ale pod dwóch dniach pobytu w górach temperatura zniknęła i mogliśmy w końcu ruszyć się z pokoju. Codziennie witał nas taki widok...



Ruszyliśmy więc na pierwszy rzut na Krupówki. Może nie przepadam za tym miejscem ale na krótki spacer jak znalazł... 



...na Krupówkach musiałam zaliczyć wielgachnego pączka na ciepło i napić się kawki ;) 


...chłopaki jak zwykle się wygłupiali ;) 


Potem już tylko narty i narty....




Tak sie napatrzyłam, że odbiło mi zupełnie i postanowiłam, że ja też będę jeździć! A co! (jak założyłam narty i mnie Rysiek pociągnął to się dopiero zastanowiłam... Co ja do choroby robię!)



Alinka... no nie wyglądam jak na sedesie???? :) 


Jak zjeżdżam zdjęć nie ma... i chyba całe szczęście (film z tego wydarzenia ukryłam w czeluściach kompa ;) ) ...w każdym razie przeżyłam! I nie powiem - byłam z siebie dumna! :) 

Kuba ostatniego dnia tak śmigał, że mało zawału nie dostałam... ale frajdę miał a ja z przerażeniem i dumą patrzyłam na niego.




Pozdrawiam gorąco....

Gośka



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz