niedziela, 6 kwietnia 2014

Kwietniowe słońce...

Drugiego kwietnia stawiliśmy się w Kubusiowie :) Było cudownie ciepło! Ani grama wiatru - po prostu bajecznie. Wszyscy rzucili się w wir pracy. Trzy pokolenia Panów pracowało dzielnie przy nawożeniu warzywnika i przygotowaniu go do siewu. 


Po pracy warzywnik prezentował się tak: 


Byłam dumna z moich Panów :) Teraz tylko siać i sadzić.
Paweł złapał mnie na "bazgroleniu" na kartce. Musiałam rozrysować sobie kolory ponieważ "bylinówka" miała przejść rewolucję. 


A tu już podczas roboty, bałagan zrobiłam straszny ;) 


Takie miałam "kępki" przywrotnika malutkie ;) 


A tu po robocie ;) 


Poobcinałam tez trawy co skutkowało niemiłosiernym bałaganem ;) Ścięłam lawendę i uformowałam wierzby. 


I namiastka tego co z ziemi wyłazi: 


Te niecałe cztery dni pobytu były bardzo pracowite ale w końcu..... czuję, że żyję!!! :)

środa, 26 marca 2014

Otwarcie sezonu 2014...

Niewiele brakowało a otwarcie sezonu 2014 opóźniło by się, i to sporo. 15 marca mieliśmy z samego rana jechać do Kubusiowa ale Kuba postanowił kasłać i mieć katar.... Rozpakowaliśmy auto, wróciliśmy do mieszkania a Kubie się polepszyło. Ani kaszlu, ani kataru.... więc od nowa spakowaliśmy samochód i w drogę :) 
Akurat 15 i 16 marca odbywały się w Ostródzie targi ogrodnicze, o które zahaczyliśmy. Niestety okazały się one ogromnym rozczarowaniem. Maleńka powierzchnia handlowa przypominała raczej kiermasz świąteczny gdzie można kupić mydło i powidło.... 
Gdy dotarliśmy do Kubusiowa lało niemiłosiernie i było okrutnie zimno. Zresztą cały nasz 3 dniowy wyjazd tak wyglądał, deszcz, śnieg, ogromny wiatr i zimno jak nie wiem. Słoneczko wyjrzało w poniedziałek na jakieś 15 minut więc wyskoczyłam z aparatem...


Trawy prezentowały się ślicznie, chociaż robią one trochę bałaganu, szczególnie gdy nie są związane :) 





Te pierwsze przyjazdy zawsze mnie przerażają, bo jak patrzę na ilość pracy jaką trzeba włożyć by doprowadzić ogród do dobrego stanu, to mi ręce opadają :) 



A wiosna pcha się nogami i rekami....

  
  
  

Warzywnik prezentował się tak: 


  

I spojrzenie z góry...


W sumie prawie nic nie zrobiłam. Obcięłam lawendę na rabacie od frontu, przycięłam hortensje i derenie, kilka traw także udało mi się ciachnąć... ale to kropla w morzu potrzeb ;) Mam nadzieje, że przy najbliższej okazji zrobię już wszystko a ogród będzie wyglądał o niebo lepiej.
I na koniec - spinaczowy potwór ;) 


Pozdrawiam Was serdecznie! 
:)