niedziela, 14 lutego 2016

Murzasichle, czyli ferie 2016

...inaczej być nie mogło... Murzasichle musieliśmy odwiedzić :) Kuba oczywiście pojechał chory, na antybiotyku... ale pod dwóch dniach pobytu w górach temperatura zniknęła i mogliśmy w końcu ruszyć się z pokoju. Codziennie witał nas taki widok...



Ruszyliśmy więc na pierwszy rzut na Krupówki. Może nie przepadam za tym miejscem ale na krótki spacer jak znalazł... 



...na Krupówkach musiałam zaliczyć wielgachnego pączka na ciepło i napić się kawki ;) 


...chłopaki jak zwykle się wygłupiali ;) 


Potem już tylko narty i narty....




Tak sie napatrzyłam, że odbiło mi zupełnie i postanowiłam, że ja też będę jeździć! A co! (jak założyłam narty i mnie Rysiek pociągnął to się dopiero zastanowiłam... Co ja do choroby robię!)



Alinka... no nie wyglądam jak na sedesie???? :) 


Jak zjeżdżam zdjęć nie ma... i chyba całe szczęście (film z tego wydarzenia ukryłam w czeluściach kompa ;) ) ...w każdym razie przeżyłam! I nie powiem - byłam z siebie dumna! :) 

Kuba ostatniego dnia tak śmigał, że mało zawału nie dostałam... ale frajdę miał a ja z przerażeniem i dumą patrzyłam na niego.




Pozdrawiam gorąco....

Gośka



wtorek, 5 stycznia 2016

Refleksyjnie...

Nie odzywałam się okropnie długo, straaasznie długo ale różnie bywało. Sami wiecie - życie :)
... ale ale, chciałam Wam przede wszystkim złożyć najserdeczniejsze życzenia w Nowym Roku - byście kochali i byli kochani, byście spełniali marzenia, te duże i te maleńkie, by otaczali Was oddani przyjaciele, ogromu zdrowia i moc wiary, że ten Rok będzie zdecydowanie lepszy :)

...a wracając do refleksji... siedziałam sobie dzisiaj, otulona kocem i tak sobie myślałam - o zielonym sobie myślałam :) Tęskno mi się zrobiło za cudnym zapachem tych pań...


...za błękitem tych pań...


...za zapachem tego pana i smakiem tych pań...


...za takimi widokami...


...no tęsknie :) 

A pisze to słuchając piosenki, którą męczę od jakiegoś czasu...


...właściwie dwóch ;) (ta druga z "ukrytą dedykacją")


Pozdrawiam Was gorąco i refleksyjnie 

Gośka 





sobota, 19 grudnia 2015

Wyzwania...

...te wielkie i te maleńkie... Każdy przed nimi staje - wyzwania... Dzisiaj było jedno z nich - egzamin z Aikido, egzamin na kimono....  zdawał Kuba... i jestem ogromnie DUMNA! Tak dumna, że chyba zaraz pęknę więc dzielę się z Wami moją radością :)
Było niesamowicie, energetycznie, przecudownie w magicznej atmosferze :) A to zasługa ludzi, którzy uczą nasze dzieci... Mam do czynienia z jednym z nich, Sensejem Arturem, który jest po prostu ostoją cierpliwości i wyrozumiałości. To człowiek, który urodził się by pracować z dziećmi :) Sprawiedliwy, wymagający ale dający szansę, posiadający niezwykłe pokłady cierpliwości z ogromnym poczuciem humoru... podziwiam z całego serca :)
Z tą szansą to wiem co piszę, bo Kuba nie należy do najgrzeczniejszych dzieci świata ;)... na zajęciach była zasada - trzy kropki i nie przystępujemy do egzaminu.... oczywiście Kuba załapał trzy kropki... jednak dostaliśmy szansę. Mieliśmy zrobić napis AIKIDO po japońsku na deseczkach.... wiecie... co to dla nas ;) Chwila roboty i proszę :)


     

Brakowało tylko odcisku dłoni Senseja ale to już uzupełnione ;) ...i w taki sposób udało nam się dotrwać do egzaminu, który odbył się dzisiaj. 
Wracając do egzaminu.... było magicznie.... i wydawać by się mogło, że przy takiej ilości dzieci będzie chaos i zamieszanie - nic bardziej mylnego! Dzieciaki wpatrzone w swoich mistrzów słuchały jak mantry każdego polecenia! Było to ogromne przeżycie dla dzieciaków ale i dla nas, rodziców. Atmosfera była tak wspaniała, że chyba najgorszy gbur nie mógłby się powstrzymać od uśmiechu :) Pisać nic już więcej nie będę - sami popatrzcie :) 






 





















Jestem mega dumna! Cieszę się ogromnie, że spotkałam na swojej drodze takich ludzi, ludzi z pasją, z miłością do dzieci i tego co robią.... Jako mama mogę jedynie powiedzieć - DZIĘKUJE!.


Pozdrawiam gorąco!
Gosia