czwartek, 12 czerwca 2014

Czerwcowe kolory...

... skoro obiecałam dotrzymać słowa mus :) Nie ukrywam, że w Kubusiowie robi się coraz bardziej kolorowo, co cieszy mnie niezmiernie. Kolorami własnie się z Wami podzielę :) 

Krawniki i ostróżki wysiane przeze mnie...

Czosnki "Hair" od Ani...


Irys, którego kłącze znalazłam pod blokiem mamy.... i goździki z ogrodu Teściów...


Wiciokrzew od Ani (An_tre) i naparstnica od Tessi...



Dyptam od Ani...



Rutewka od Basi...



Liliowiec od Moniki...


Piwonia od Ani (An_tre)


Każda roślina cieszy mnie bardzo! Kolory nieraz zaskakują ale to jest fajne, takie niespodzianki drobne, które urozmaicają ogród. Czasem z nich wychodzi całkiem fajne zestawienie :) 
Pozdrawiam Was gorąco!
Gośka

niedziela, 8 czerwca 2014

Majowo czerwcowe wypady.....

Chciałam na początku przeprosić, że tak długo nic nie pisałam.... Niestety dopadło mnie jakieś choróbsko, które ciągnie się już nie wiem który tydzień. Już teraz jest zdecydowanie lepiej bo moją "przygodę" skończyłam na antybiotyku. Przez to wszystko wiele rzeczy zaplanowanych nie zrobiliśmy, jak chociażby urządzenie wspaniałego Dnia dziecka :( No ale cóż.... czasem tak jest, że wszystko się wali na głowę.
Nie ma co narzekać  - było minęło :) 
A teraz troszkę opowieści o tym co działo się w Kubusiowie.  Zacznę może od tego, że nasz syn stał się "ogrodowym wariatem". Kazał sobie przekopać kawałek trawnika i zrobić rabatę. Jak kazał no to przecież trzeba było wykonać ;) Tak też powstała rabata Kuby, która rozrasta się z prędkością światła...


Każda nasza wizyta w centrum ogrodniczym kończy się zakupienie kolejnych roślin.... ale nie są to moje zakupy a Kubusiowe ;) Zdjęcia są z przed 3 tygodni a dzisiaj rabata jest nieco większa i dostała parę ozdób.


Sówki są prezentem od Cioci Danusi, prosto z Chelsea Flower Show :) 
 

Zaczęliśmy nowy "projekt" - "projekt" skarpa. Ma być tak: 


Tydzień temu było tak: (nie mam lepszego zdjęcia)


A teraz jest tak: 


Nie wygląda to imponująco i nie jest tak zrobione jak lubię ale mieliśmy na to tylko jeden dzień... Mam tylko nadzieje, że te rośliny wytrzymają ekstremalne warunki jakie tam panują :) 
Teraz troszkę o warzywniku. Mieliśmy tam drobne rewolucje ale już jest ok. Powiem Wam, że w tym roku wszystko rośnie jak na drożdżach... Dwa rzędy rzodkiewek zostały zjedzone w ciągu 3 dni ;) A nie były wale małe....


A tak wygląda w całości: 


I tym "smakowitym" akcentem kończę :) 
W następnym poście postaram się pokazać Wam troszkę naszych ogrodowych kolorów.
Pozdrawiam serdecznie
 :) 

czwartek, 15 maja 2014

Majówka: sposób na kreta...

Czy jest sposób na kreta? Skuteczny sposób? Petardy? Pułapki i inne wynalazki? Sprawdziły się u Was? 
U nas jedyną skuteczną bronią na kreta okazał się...... mąż :) 
A to było tak....

Kret był z nami 2 lata. Buszował po rabatach jak oszalały. Kopce - no jakoś je znosiłam ale jak zaczęły mi wysiadać rośliny powiedziałam: dość! Próbowaliśmy wszystkiego, nic nie poskutkowało. Ponieważ znaliśmy naszego "sąsiada" wiedzieliśmy, o jakich porach zaczyna buszować po naszych włościach. Mąż 3 razy dziennie robił "obchód" "skradzionego" nam fragmentu ogrodu ale bez skutecznie wypatrywał krecich ruchów. Jednak pewnego popołudnia, gdy siedziałam sobie w garach rozległ się niesamowity wrzask: "Goooooooooooooośśśśśśkaaaaaaaa!!!!!!!!!!" Wypadam Ci ja na taras i co widzę?! Mój mąż podskakuje z miejsca na miejsce, machając łopatą. Pomyślałam, że go coś ugryzło i nawet się zastanawiałam czemu tej łopaty nie rzucił ale podeszłam bliżej i oczom moim ukazał się "fruwający" kret..... Paweł go podrzucał bo ten stykając się z ziemią natychmiast znikał. Rzuciłam się w stronę plastykowego kosza, podstawiłam Pawłowi a ten zgrabnym ruchem wsunął krecisko do środka.


Byłam na niego tak zła, jeszcze za nim go złapaliśmy, że gotowa byłam pokroić go na kawałeczki. Gdy jednak zobaczyłam taką śliczną czarną kulkę to wszystko mi odeszło. Postanowiliśmy wynieść krecisko daleko na pola. 

Ucieszona faktem pozbycia się niechcianego "sąsiada" zaczęłam porządkować rabaty, na których narozrabiał. (na pierwszym zdjęciu widać gdzie ugniatałam korytarze)



Radość moja trwała całe dwa dni.... Po dwóch dniach o poranku, wychodząc z kawą na taras poczułam się jak w horrorze! Zobaczyłam nowe korytarze i kopce..... a właściwie to były one dokładnie w tych samych miejscach co poprzednio.... Pierwsza myśl, że krecisko wróciło ale przecież chyba taki kawał by nie przelazł..... Faktem jest, że mamy znowu kreta i znowu muszę Ema na obchody wysyłać..... 
...jak złapiemy tego dziada to go zaobrączkuje normalnie.... przynajmniej będę wiedzieć czy to stary czy nowy "sąsiad" ;) 

Pozdrawiam Was gorąco :) 

środa, 14 maja 2014

Imieninowo....

Czego życzyć własnemu dziecku? Tak się zastanawiam cały czas.... i doszłam do wniosku, że wiele rzeczy jest ważnych ale dwie wydają się najważniejsze..... zdrowie i by w życiu robić to co się kocha..... 

Więc, Synku najukochańszy, tego właśnie Ci życzę - zdrowia i byś robił w życiu to co kochasz :)
Ja obiecuję Ci, że będę Cię wspierać niezależnie od wszystkiego i kochać po wieczne czasy.


A teraz troszkę relacji... Niewiele miałam czasu na przygotowanie ale coś tam na stole się znalazło :) 


Prezenty też były i cała masa radości :) 


Uwielbiam takie chwile :) 

Pozdrawiam Was gorąco.
Gośka

poniedziałek, 12 maja 2014

Majówka: ....krótki post o tym co tu zrobić, żeby się nie narobić.

Będę się streszczać, a to dlatego, że dzisiaj urządzamy zaległe imieniny naszego Bąka i nie bardzo mam czas, żeby teraz dłużej popisać :) 
Napiszę tylko, że "majówkę" (nieco przedłużoną - zaledwie o tydzień ;)) zaliczam do udanych. Mało, że pogoda nam dopisała to jeszcze wykonałam wszystkie zakładane prace. 
A teraz do rzeczy czyli o tym jak robić, żeby się nie narobić...

Jak sobie kobieta kupi worki ziemi i kory, później to zwiezie, później pomyśli "i co ja z tym teraz zrobię" (bo kręgosłup ją łupie w 100 miejscach) to zaczyna się myśleć.... Więc i ja stojąc przy samochodzie myślałam i rozglądałam się.... (fotka już po części rozładunku, kory były 3 wory i ziemi tyż)


...i jak już się tak dobrze rozejrzałam to zobaczyłam moje dziecię, które beztrosko jeździ sobie quadem po ogrodzie. Pomyślałam - "co On sobie tak bezproduktywnie krąży?", więc przywołałam dziecię do siebie....


....obejrzałam pojazd, poszłam do garażu po przyczepkę od dziecięcia starego traktorka, podłączyłam owijając sznurkiem do bielizny, zapakowałam ..... i pokazałam palcem gdzie zawieźć te worasy.



Kosztowało mnie to "Mambę" ale warto było :) 
Obiecuję, że "majówkowa" relacja będzie dłuższa następnym razem a teraz zmiatam do garów ;) 

Pozdrawiam Was gorąco!